Wpis 15 - Moje wyjazdy z domu (Chełm) do Lublina.


2018-05-01
102

Wpis 15 - Moje wyjazdy z domu (Chełm) do Lublina.
Powody wyjazdów i perypetie z nimi związane. Dziękuję wszystkim, którzy mnie dotychczas wozili.

Gdy wróciłem karetką (na stałe?) do mojego "więzienia" we własnym mieszkaniu i na moje łoże boleści, zastanawialiśmy się z żoną co dalej? Chodziło o transport do Lublina na dalsze leczenie (raz w miesiącu, czasem częściej) na chemioterapię.

Po różnych perypetiach z niekompetentnymi osobami udało się otrzymać na każdy wyjazd karetkę transportową. Duży udział w jej otrzymaniu miała moja doktor pierwszego kontaktu i moja ukochana żona. W tamtym czasie stan tych karetek pozostawiał wiele do życzenia. W jednej, w czasie jazdy "tam" przy każdym zmniejszeniu obrotów silnika (czerwone światło), ten silnik gasł.

W tamtym czasie ratownicy musieli mnie znosić (z drugiego piętra) do karetki na krzesełku. W jednym z nich postawionym, na zmarzniętym podłożu, przy karetce nagle oparcie upadło do tyłu, a ja tylko dzięki refleksowi zdążyłem podeprzeć się rękami. Innym razem, jeszcze w Chełmie, zmieniono karetkę, bo po około dwóch kilometrach, okazała się niesprawna. Zawsze sprawni i pomocni byli natomiast ratownicy medyczni z tych karetek. Kiedyś opóźnił się przyjazd karetki o kilka godzin! Kierowca powiedział mi, że badania rezonansem magnetycznym (na które jechałem) odbywa się także wieczorem i zdążymy!

Przez Chełm miałem okazję być wiezionym na "bombach", czyli z czynnymi sygnałami tej karetki. Zdarzyło się też, że "tam" zawiozła mnie jedna, a z powrotem inna. W większości wyjazdów brała udział moja żona. Wszystkim, którzy mnie wozili serdecznie dziękuję. Takich wyjazdów było około czterdziestu!

Komentarze

Newsletter